Kategorie: Wszystkie | Hermeneutycznie | Impresje
RSS
środa, 06 stycznia 2010

wysiadam.

 

za dużo tego, chciałabm nie mieć zaplanowanego życia na pół roku, ale wszystko po to, żebym mogła sobie powiedziec, że zrobiłam to wszystko, nawet jak nie wyszło.

 

na wszystko jest czas. jak z Biblii: czas siania i zbioru. ja dodałabym jeszcze czas milczenia.

 

 

wtorek, 29 grudnia 2009

to był dobry rok.

zrobiłam to, co zaplanowałam tj. studia, drugie studia, trzecie studia....nie do końca moje, ale przyda się to wszystko, jak nie wypali ten nadchodzący rok.

 

nie spodziewałam się tylko tego, że będę miała tak mało czasu dla siebie w tym roku, ale to dobre jest, mniej czasu na nostalgię i myślenie.

przeprowadzki się nie spodziewałam, to chyba najsmutniejsze wydarzenie, kochałam te moje Winiary, tę atmosferę i ludzi, ale dobre jest, że ludzie są nadal, w innym miejscu.

 

zamknęłam pewne rzeczy i relacje, dobrze mi z tym. koniec szarpania. przyszło nowe.

 

mam nowy fotel i stolik, kilkanaście ważnych książek, i hermeneutykę, której poświęcam dużo czasu

 

mam swoich ludzi

 

z wzajemnością

jak myślę

 

mam mnóstwo wspomnień, niekoniecznie z ubiegłorocznego sylwestra, który i tak skończył się w najbezpieczniejszej przystani.

 

zwiedziłam dwie europejskie stolice, tego nie planowałam, wyszło spontanicznie i pięknie

 

a i widziałam wreszcie Rynek we Wrocławiu, jestem sama zaskoczona, że tyle tego było.

mam nadzieję, że w tym nowym roku nie będzie gorzej, że podołam, cokolwiek się stanie, podołam i zaakceptuję te zdarzenia. bo coś na pewno się zdarzy, i nie wiem czy chciałabym już wiedzieć, za rok pewnie będę pisała to samo, to wszystko jest przecież przyobleczone w czas. being and time, nothing else.

 

 

sobota, 12 grudnia 2009

Rynek we Wrocławiu jest piękny i bardzo przestrzenny, nie sposób zabić się na tym bruku, tak jak w Poznaniu, zwłaszcza latem, jak stoją ogródki piwne, które zabierają każdą wolną przestrzeń, i trzeba przedzierać się przez te wszystkie chmary stolików. Obok Rynku jest taki jakby mniejszy rynek, ale nie zdążyłam tam pójść, wypiłam tylko kawę siedząc przy oknie kawiarni i mając widok na ratusz. Referat udany, podobno "wyprałam ludziom mózgi" swoją hermeneutyką i Heideggerem, po czym musiałam się zwinąć, gorączka uniemożliwiła mi bycie na imprezie pokonferencyjnej. teraz zdycham sobie, leżąc i czytając "Wyspę zapomnienia", a także inne ważne książki.

 

czuje jak powoli zbliżają się święta, i myślę o tym pierwszym rozdziale, który muszę do końca grudnia popełnić.

środa, 09 grudnia 2009

2 dni przed terminem konferencji zwala mnie choroba, ale ja się jej nie daję, nie po to tyle pracowałam nad referatem i artykułem, żeby dać się położyć. chorowanie jest okropne, czuje się wtedy taką dojmującą samotność, wszystko zamienia się w ten niepotrzebny dramatyzm, konieczność leżenia, dla wielu mogąca być jedynym odpoczynkiem od intensywnej pracy, zamienia się w coś przykrego.

 

ani to spać ani to wstać.

 

czytam zaległą prasę, dzisiaj nowa Polityka, mam już Zwierciadło i Panią.

 

wszędzie bzdury o świętach, zapomniałam, że pewnego bezsłonecznego dnia przestałam czuć magię świąt. zostały mi tylko mandarynki.

wtorek, 01 grudnia 2009

Panie Heidegger, dlaczego troska jest naistotniejszym elemenem struktury bycia ludzkiego bytu?

"bowiem tylko w zatroskaniu, Dasein wychodzi naprzeciw bytom napotkanym w świecie, wychodzi poza siebie, wyprzedza swe własne bycie, dostrzegając perspektywę ostateczną, jaką jest śmierć".

 

zatem z racji braku miłości w ponowoczesności, "śpieszmy się troszczyć o ludzi, tak szybko odchodzą'?

piątek, 27 listopada 2009

zwiedzanie Londynu na obcasach to nie jest dobry pomysł, ale jednak się udało. Eleganccy mężczyźni, wzorcowa architektura, Tate Modern i Kurt Schwitters i inni.

samolotami się lata niewesoło, zwłaszcza jak są dramatyczne turbulencje podczas których myślisz, że może to naprawdę już koniec, i co teraz, co ja pocznę, nie zdążyłam powiedzieć tego wszystkiego tym wszystkim ludziom. że ich najzwyczajniej kocham, ale to moje Kocham jest tak mocne i tak długo już trwa i jest naprawdę piękne i czyste, niczym te chmury, które widziałam z wysokości 10 tysięcy metrów. świat z tej perspektywy jest tak odległy, te nasze codzienności, obleczone aksamitną wstążką, mogą być już schowane, nie należy się tak przejmować, to wszystko jest przecież takie małe, a ponad chmurami prześwieca słońce, i te promienie są takie dobre.

 

jestem na nowo ważna. to jest dobre uczucie, niechaj trwa do kiedyś tam.

niedziela, 15 listopada 2009

"Należałoby powiedzieć, że w rozmowę się wdajemy, a nawet się w nią wikłamy". - H.G.Gadamer

 

ponoć pierwsze słowa wypłynęły ze mnie jak miałam 9 miesięcy. nie przestałam od tamtej pory.

 

to w rozmowie, będącej swoistym 'stopieniem horyzontów' ujawnia się nasza powszechność bycia, możliwość intersubiektywnego dyskursu i wszechogarniającej komunikacji, o ile nie jest to komunikacja zapośredniczona przez te wszystkie tak łatwo dostępne (pół) środki, które sprawiają, że lepiej pisać komuś na gg niż mówić wprost patrząc w oczy.

 

 

poniedziałek, 09 listopada 2009

są takie rzeczy, których nie da się naprawić. mając na myśli 'rzeczy' rozumiem sytuacje.

świadczą one o naszej niebywałej słabości do.

a co z tymi, którzy w ciszy przewidują takie sytuacje?

zapobieżenie im byłoby niedorzecznością, bowiem jest szansa, że będzie ich coraz więcej,

oddala się więc tylko te 'pull the trigger'.

 

 

 

 

 

 

niedziela, 08 listopada 2009

jest niedziela 8 rano, jedyny dzień kiedy mogę się naprawdę wyspać, ale zamiast tego będę przemierzać kilkanaście długości basenu. z radością.

postanowiłam wywalić z kalendarza przygnębiające niedziele. nijakie, smakujące jak wata. prawie wszystkie takie były, z paroma naprawdę wielkimi wyjątkami, których już prawie nie pamiętam.

 

mgły dzień drugi.

 

 

czwartek, 29 października 2009

To jest jak słuchanie drugiej części utworu Bibo no Aozora G. Santaollali, kiedy pierwsza część jeszcze się nie skończyła, a ta druga już współgra zapowiadając najbardziej wzruszający moment. I już widzę te piaszczyste drogi odległych przestennie i kulturowo krajów, w których miliony istnień przeżywają swoje życie tak bardzo odmiennie niż moje. Masz wtedy ochotę zwinąć się w swój własny pled, zawinąć niczym w kokon oddzielający cię od tej brzemiennej w 'trzeba coś robić" rzeczywistości, której istnienie można wszak tak łatwo za pomocą filozoficznego młota podważyć.

 

to jest jak to słońce, które widzę zza okna po lewej stronie zza chmur wymykające, tak dobre czwartkowe popołudnie, po zajęciach i wykonanej dobrze pracy, w planach film o jakiejś beznadziejnej miłości zapętlonej w niewypowiedziane nigdy słowa.

 

 

 

 

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 14