Kategorie: Wszystkie | Hermeneutycznie | Impresje
RSS
środa, 10 listopada 2010

z nowo poznaną osobą ZAWSZE jest tak, że chcesz się z nią nakochac na zapas.

 

 

sobota, 06 listopada 2010

nowa płyta Hey'a jest dobra. Mam te dźwięki rano jak idę do pracy, po południu wracajac z pracy nucę sobie w myślach

 

lubię siedzieć w pubach, gdzie niektórzy mężczyźni patrzą mi głęboko w oczy nieco dłużej niż wypada. ściska mnie wtedy coś w środku i jestem podekscytowana. ekscytacja to jest uczucie, którego nie pamiętałam od tak dawna.

czwartek, 04 listopada 2010

zdziwienie.

 

 

mam mentalnie podniesioną prawą brew.

 

zaraz potem opuszczam ją i w znanym sobie półuśmiechu będącym mozaiką: współczucia, żalu i lekkiego wsparcia wyrażam swój stosunek.

znów boli mnie muzyka. konkretne utwory.

 

czas na zimę.

wtorek, 26 października 2010

nie jestem uczciwa. tak siebie widzę, nie umiem podjąć decyzji, odwlekam w nieskończoność, a gdy mi się pali - biorę pierwsze lepsze, tzw. mniejsze zło. ciekawe kto je tak nazwał: bo owo zło jest po prostu złem. wielkość zła nie ma znaczenia, bo do niego nie przykłada się takiej miary, ona po prostu nie istnieje.

 

czuje się ją jako lekko metaliczny posmak, tak w duszy, nie na języku.

 

dobrze mi. ostatnio coraz lepiej, zadziwiające jest, że w najtrudniejszych obiektywnie momentach byłam silna i jakaś taka wewnętrznie spokojna.

 

w momentach bycia na fali czułam się jak worek piasku spadajacy na dno.

 

mam takie myślenie, że mi się jeszcze należy, że mi się trafi, tylko muszę wyjść. jeden wieczór, który zmienia wszystko. a przecież już wiem, że

 

alkohol zmienia wszystko.

 

tylko stałość w uczuciach jest wskaźnikiem. nic więcej.

 

stałość i pewność.

 

możliwość versus faktyczność, po raz n-ty.

 

tak, mili państwo, ludzie są cholernie przewidywalni, ci wszyscy ze standardową procedurą, z tymi wiecznie palącymi się światłami w oknach, z tym wstawaniem, budzeniem, rytmem.

 

 

 

niedziela, 10 października 2010

jest dobrze. jest jesień, a jesienią się dzieje. wróciły seriale. kozaki i płaszcze. szaliki i apaszki. mocne perfumy i grube rajstopy. pofarbowałam włosy na podwójne espresso.

 

 

nie czytam wiadomości - ten chaos informacyjny: morderstwa, polityczne rzygi i WIELKIE PLANY (które nie wypalą, bo ktoś zgarnie łapówkę) - nie nie nie. ja chcę mieć od tego głowę wolną.

 

w czw teatr

dzisiaj obiad w mieście.

 

niedziela jest śliczna, słońce świeci, jest chłodno.

 

lato ma swoje uroki oczywiste, aprioryczne wręcz.

było pływanie, dużo pływania, jedzenia, spotkań nieoczekiwanych niezaplanowanych. był powrót do L, równo po roku i konstatacja, jak wiele się w nas zmieniło. przyroda się znacząco nie zmieniła, za to ludzie - owszem.

 

coś jest w tym, że należy chłonąć dzień - jednak ja zawsze bałam się tego popadania w patetyczność, bo tego nikt nie rozumie, tego obejmowania, celebrowania i myślenia o tym, że tego już nie ma, prawie sekudnę po wydarzeniu.

 

trzeba znaleźć balans.

czwartek, 07 października 2010

tylko tyle, że pierwszego tyygodnia pracy choruję strasznie, jutro upragniony piątek i moja lekarka, która coś zaradzi.

 

praca

jest ważna, ma się to poczucie, że się wypełnia dobrze dzień, najpierw obowiązek, później robisz co chcesz. z drugiej strony ma się uczucie takiego marnotrawienia własnego życia na ziemi. pracujesz, pracujesz, pracujesz, są ludzie, którzy uwielbiają prace, albo pracują bo inaczej nie potrafią, zabrać im pracę, niech odpoczną, to już drugiego dnia mają nerwowe tiki.

 

nie wiem czy tak ma wyglądać moje życie, przez 5 miesięcy zdążę się oswoić. potem znów szukanie.

 

mam znów wrażenie, że jest mi neutralnie, a to niedobrze, bo ostatnia neutralność była wypleniana lekami.

mam chęć napisać, że czuję, że juz mnie nic w życiu nie spotka, że wyczerpałam limit fantastycznych zdarzeń i jedyne jakie mogę teraz mieć, to te stany upojenia alkoholowego, kiedy czujesz się metafizycznie złączona ze światem, z jakimiś ludźmi, zaczynasz tęsknić, i bardzo, bardzo chcesz im całą siebie opowiedzieć, wylać to na tę osobę, te wiadra słow, by rankiem z lekkim zażenowaniem stwierdzić, że to jednak nie byłaś ty.

 

ja jednak jestem zdecydowanie inna w swoim postrzeganiu standardowych ludzkich procedur, w świecie współczesnym, skonstruowanym takim jak nasz, ponowoczesny, nie ma miejsca dla osób, które chcą się wyłamać tym procedurom, ta mentalna biurokracja dopada także i nas. tony papieru. niszczarki. segregatory.

 

wolny zawód mi się marzy, ale nawet jak sobie go wymyślę, to też mi się nie chce. może ja zwykły leń jestem?

 

jedyną stałą jest R., przyjechał na 24h tysiącileśtam km, żeby pobyć.

 

 

niedziela, 26 września 2010

Mam pracę.

 

Jutro idę podpisać umowę.

 

Dziwnie mi, bo przeczytałam swoje wpisy dokładnie sprzed roku, zaczynałam ostatni rok studiów, myślałam o porach roku, stałości w zmienności. Po cichu myślałam, że uda się dostać jeszcze kilka jesieni w kieszeni.

 

Nie zawsze ciężka praca przynosi ulubione owoce. Czasami zamiast mango dostajesz cytrynę albo nadgniłe jabłka. ZGNILUSY - jakby to moja babcia powiedziała. Jest w tym wyrazie jakaś śliskość, lepkość i zbędność.

obawiam się, że zrobię się taka mówiąca, że przepraszam, ale day job zabrała mi większą część mojego życia, nie mogę, nie spotkam się, jestem zmęczona, chcę na kanapę i chcę oglądać grey's anatomy w spokoju.

 

albo:

pudruję się tym chanelem -prezentem od R. i myślę sobie, że jestem ważna, że to co robię jest ważne. i tak pn-pt. czasami myślę, że dla większości globu bycie bez pracy skończyłoby się samobójstwem nawet gdyby mieli zaspokojone potrzeby biologiczne. Po prostu zanudziliby się, muszą wyjść, muszą chodzić do biura, muszą... jesteśmy jak mrówki, tylko takie większe, no i u nas więcej ludzi się opieprza.

a może tak satysfakcja jest tym, co jest najlepsze?

 

 

poniedziałek, 20 września 2010

skończyłam 25 lat.

 

nie wiem czy powinnam coś czuć, a moze lepiej być w opcji nieczucie.

 

czekam na pracę, no niechżże ktoś mi da szansę, będzie miał kurę znoszącą genialne pomysły!

 


sobota, 04 września 2010

dostałam wypieków, jak tylko zjadłam ciepły posiłek. pierwszy dzisiaj i ostatni.

 

niechżże się wreszcie coś dobrego pojawi- jestem taka martwa

 

 

czwartek, 05 sierpnia 2010

odpoczywam, śpię do południa i dłużej, oglądam nawet serwisy informacyjne w tv, oddycham, pływam w morzu i jeziorach.

 

 

przerywniki na poważnej drodze

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 14