Kategorie: Wszystkie | Hermeneutycznie | Impresje
RSS
niedziela, 26 września 2010

Mam pracę.

 

Jutro idę podpisać umowę.

 

Dziwnie mi, bo przeczytałam swoje wpisy dokładnie sprzed roku, zaczynałam ostatni rok studiów, myślałam o porach roku, stałości w zmienności. Po cichu myślałam, że uda się dostać jeszcze kilka jesieni w kieszeni.

 

Nie zawsze ciężka praca przynosi ulubione owoce. Czasami zamiast mango dostajesz cytrynę albo nadgniłe jabłka. ZGNILUSY - jakby to moja babcia powiedziała. Jest w tym wyrazie jakaś śliskość, lepkość i zbędność.

obawiam się, że zrobię się taka mówiąca, że przepraszam, ale day job zabrała mi większą część mojego życia, nie mogę, nie spotkam się, jestem zmęczona, chcę na kanapę i chcę oglądać grey's anatomy w spokoju.

 

albo:

pudruję się tym chanelem -prezentem od R. i myślę sobie, że jestem ważna, że to co robię jest ważne. i tak pn-pt. czasami myślę, że dla większości globu bycie bez pracy skończyłoby się samobójstwem nawet gdyby mieli zaspokojone potrzeby biologiczne. Po prostu zanudziliby się, muszą wyjść, muszą chodzić do biura, muszą... jesteśmy jak mrówki, tylko takie większe, no i u nas więcej ludzi się opieprza.

a może tak satysfakcja jest tym, co jest najlepsze?

 

 

poniedziałek, 20 września 2010

skończyłam 25 lat.

 

nie wiem czy powinnam coś czuć, a moze lepiej być w opcji nieczucie.

 

czekam na pracę, no niechżże ktoś mi da szansę, będzie miał kurę znoszącą genialne pomysły!

 


sobota, 04 września 2010

dostałam wypieków, jak tylko zjadłam ciepły posiłek. pierwszy dzisiaj i ostatni.

 

niechżże się wreszcie coś dobrego pojawi- jestem taka martwa