Kategorie: Wszystkie | Hermeneutycznie | Impresje
RSS
środa, 30 września 2009

rozwiązanie odkryłam, choć nie byłam pewna

 

na wszystko należy nieco poczekać, odłożyć, nawet 'jakby' na później, udawać.

 

wtedy przychodzi.

ciekawe czy działa za każdym razem.

 

wieści z heiddegerowskiej treści:

 

- hermeneutyka pretenduje do bycia nową filozofią Pierwszą, jest coraz więcej znaków i wskazówek, że się nie pomyliłam.

 

Jak zrozumieć proces rozumienia?

poniedziałek, 21 września 2009

zatem,

 

trzeba działać, robić coś, jak w teatrze, musi się coś dziać, nie można tylko stać.

 

póki co robię sobie przymusowe road do domu po raz kolejny. załatwiam formalności, odwiedzam biblioteki, uczelnie, moją starą i moją nową.

 

jakby się udało z pracą to doniosę, będę zapewne o wiele bardziej w życiu, będę miała odpowiedź na pytanie what do you do for a living?

 

chociaż to pytanie o pracę, mnie się zdaje, że to sam Heidegger pyta o bycie.

środa, 16 września 2009

pragnę jakiegoś energetycznego, pełnego dyskursywnego słowotoku spotkania.

 

cały Poznań mam wrażenie, że w ciągu dnia udaje, że jest latem, natomiast wieczorem zamienia się w jesienne miasto.

 

Poznań jesienią jest ładny, naprawdę. Te wszystkie kawiarnie, niechaj żyją te ukryte w podwórkach, zapomnianych skwerach i uliczkach. Jeszcze tylko moje urodziny i będzie można zaprosić jesień do umysłu.

żeby tak zaczęło się dziać. w ubiegłym roku miałam to wszystko, może już przydział został wyczerpany. może wystarczy samemu wyjść do.

 

niedziela, 13 września 2009

byłam w domu.

 

byłam nad morzem. prawdopodobnie ostatni tak ciepły dzień, w którym kąpałam się w morzu i łapałam nosem chmury, w wyobraźni układając je w sobie tylko znany kształt.

 

bawiłam się dwie godziny z dwuletnim dzieckiem, które na wieść o mym wyjściu zrobiło usta w podkówkę i płakało.

 

przemierzyłam jakieś 600km.

 

miałam na dłoni małą żabę i zebrałam sporo grzybów. i dwa żołędzie.

 

'jak piękne są wysokie drzewa'.

 

 

wszystkie uczucia zostawiłam w małej torbie, nie zabierając jej z powrotem.

 

sobota, 05 września 2009

 

 

 

jestem bodaj najbardziej świadomym byciem tu - i - teraz jakiego znam, a jednocześnie jestem tak słaba, że pozwalam sobie projektować jakąś przyszłość  i wąchając prawy nadgarstek przywołuje z odmętów hipokampa przeszłość. Przeszłość, co do której nie mam pewności, że się wydarzyła, mam w sobie bardzo nieprzyjemne uczucie, że już wiem, jaką farsą było to całe moje rozedrganie w obliczu faktów, które smagały moją twarz, niczym mokra szmata.

 

gryzę się za to w snach w stopy.

 

 

dzisiaj śniło mi się, że zbierałam ciała z jakiejś hali, w której większość osób spłonęła. Miałam do dyspozycji białe rękawiczki i czarne worki. Wyszło mi z sennika, że mam niepozałatwiane sprawy.

 

czuję zmianę w sobie, nieco wbrew własnej woli.

 

Pozwoliłam sobie dzisiaj popatrzeć na spadające liście z wielką nadzieją na piękną jesien i wszystkie te płaszcze, apaszki, rękawiczki, kapelusze i co najmniej dwie pary butów na coraz wyższych obcasach.

 

schowałam do szafy znalezione przy przeprowadzce kozaki z ubiegłego roku, przy próbie ogarnięcia ilości kilometrów i miejsc których dotknęły, ogarnęło mnie dotkliwe zniechęcenie pomieszane z nutą ckliwego sentymentalizmu. feeria świateł i dźwięków, uderzanie szkłem o szkło, rozlane napoje, słomki, dym, drewniane podlogi, podłogi autobusów i tramwajów, chodniki przysypane śniegiem albo mokre od deszczu, brukowane ulice i czerwone dywany w Teatrze Polskim.

 

pamiętam także swoje rozpięte w pośpiechu kozaki - nie lubię tego widoku, wyglądają jakby się poddały.

 

 

chciałabym czasem dostać szczerością uczucia w twarz. dla samej swojej nieprzewidzianej reakcji. żeby mnie ktoś tym mentalnie zdzielił, może bym się obudziła.

środa, 02 września 2009

jeśli chodzi o poziom hałasu, balam się ciszy. wwiercającej się w mózg i dzwoniącej w uszach, tego gromobicia. jest lepiej niż sadziłam, bowiem w ciągu dnia tuż nad moim i sąsiednimi blokami lądują samoloty (lotnisko jest nieopodal). jak się podejdzie do okna to widać umieszczone na nich napisy, cały kadłub, skrzydła i jest on tak niewyobrażalnie nisko, że może tym razem, gdybym jak to kiedyś mając lat 4, krzyknęła: "panie piloooocieee dziura w samoloocieee!!! to bym została usłyszana". takie mam impresje.

 

poza tym jest dziwnie, jakoś ciemno, jestem może troche bardziej śpiąca, bo sen to jedyny pewnik, który działa niezaleznie od miejsca. killer.

 

pierwszy sen w nowym miejscu nie był zaskakujący, rozmowy, śmiech, samotność, dużo słów zapisanych, jakieś próby przedzierzgnięcia się przez chaszcze i wąwozy blizn.

 

nie mam tej wyrozumiałości co kiedyś, nie daję się nabierać (może tylko trochę i tylko na kilka godzin), toteż nie pielęgnuję zanadto tego, co i tak umiera.