Kategorie: Wszystkie | Hermeneutycznie | Impresje
RSS
poniedziałek, 31 sierpnia 2009

kolejne mieszkanie, pozostało mi pisać dziś to wszystko, trzymając laptopa na pustym kartonie, służącym za tymczasowy stolik. (bardzo chwilowy, jak wszystko co dobre w naszym życiu).

 

odkrywam, po dwóch latach, że parapet jest niezły, jak się ma do niego dostęp, pootwierałam te wielkie okna, patrzę po raz już prawie ostatni na jeszcze zielone drzewa, jutro wrzesień.

 

lato umiera

smutne są wiersze poety (T. Różewicz)

 

może kiedyś będę na swoim, a może na swoim (zu hause) heideggerowskim znaczy - być wiecznym wagabundą, nie przywiązywać się do niczego i nikogo, nieustanne on the road, pantha rei.

 

cała jestem tym bałaganem, dosłownie i w przenośni: sentymentalnie zanurzona wctych wszystkich ubraniach, torebkach, bieliźnie, trzech kartonach książek, została mi tylko popielniczka i kawa na parapecie. Puste półki przyprawiają mnie o łzy, takie to miałkie jakieś. Nie będę widzieć jak drzewa gubią liście, jak śnieg pokrywa gałęzie i konary, karetki nocą nie będą mnie już budzić i nie będę mogła włączyć SIA- Breath me i patrzeć na sześć pasm ulicy po których mkną samochody z ludźmi spieszącymi się we wszystkich kierunkach, rozpierzchnięci na kształt róży wiatrów.

Wiem, że teraz potrzebuje czasu, aklimatyzacja, akomodacja. Najpierw alienacja. Wszystko się jakoś poukłada, brakujące słowa wejdą w kalekie zdania, szuflady się na powrót zapełnią, a ja będę miała nowe trasy z zakupami, tylko dźwięki w słuchawkach będą bezlitośnie te same.

JESIEŃ

 

znów powróci maria peszek, wszystko będzie przesiąknięte atmosferą pięknego melancholijno-nostalgicznego smutku.

 

ZIMA

 

i przyjdzie zima i posrebrzy ramy okien.

 

i będzie mroźno, wszędzie mroźno.

 

będę pisała kolejną magisterkę, z której wyduszę samą siebie aż padnę i ktoś mnie pozbiera.

 

 

piątek, 28 sierpnia 2009

metafizyka w porównaniu do hermeneutycznych rozważań jest pieluchami filozofii.  należy przesiąść się z tych pieluch i zacząć dostrzegać potrzeby współczesnego człowieka zanurzonego w byciu bytu, którego on nie dostrzega.

Nie ma innej - prócz hermeneutycznej wykładni filozofii współczesnej, wszelkie odwołania do metafizycznych nurtów są wprawdzie uprawnione, ale nie stanowią już kresu naszej drogi. Prawdę, dobro i piękno zastąpić należy kołem hermeneutycznym. Toteż pojęcia zaczerpnięte z fenomenologii Husserla, należałoby zastąpić pojęciami hermeneutyki jestestwa (Dasein) jako tej uprawnionej do podejmowania próby odpowiedzi na pytanie o bycie bytu.

 

"Byt, któremu jako byciu- w- świecie, chodzi o samo jego bycie, ma ontologiczną strukturę koła"-M. Heidegger

 

byt jako jego interpretacje (aktualne) oraz interpretacje jego interpretacji.

" Jestem przyzwyczajony do takich kobiet załamanych, zdołowanych, ja się na takie kobiety zaraz napalam, bo one mają gorszy problem niż ja".

 

It's like this whole telepathic thing going on that we're all a part of ...sharing our experiences.

 

2 doby w starym mieszkaniu, coś co jest nowe, w miarę upływu czasu traci tę cechę na rzecz innego, który nowym się staje. Pozostaje wierzyć, że zawsze gdzieś tam czeka na nas stare oraz że nowe nadejdzie prędzej czy później.

 

 

poniedziałek, 24 sierpnia 2009

wystarczyło mi 48h na milion myśli i wspomnień. po raz kolejny okazuje się, że można maksymalnie skondensowany czas rozciągnać i wycisnąć z niego wszystko:

 

- promienie słońca odbijające się od jeziora

- stukot kół pociągu i mijane łąki, pola, lasy, domy

- wino nalewane tuż po opróżnieniu szklanki

- taniec z bosymi stopami na trawie i kota ramzesa II

- zapach jeziora i suszenie włosów wielokrotne

- naleśniki z danio z wygryzioną dziurką

- dużo, bardzo bardzo dużo ziół prowansalskich

- poranne omawianie Heideggera, i popołudniowe czytanie Heideggera na plaży, gdzie turyści mają w rękach Tinę i Pani domu. stąd też mój nowy przydomek. Wiki:-)

- bycie w piasku, spoglądanie na tak-tu-oto uposażony krajobraz niczym górskie drzewa, a słońce w zenicie paliło jak serce nagrzane miłością gorejące

- mnóstwo radości, endorfiny lały się strumienami wprost proporcjonalnie do ilości wypitego alkoholu i jedzonych kiełbasek, kaszanek, karkówki, sałatek, pomidorów nagrzanych słońcem i mozarelli.

A wszystko to w rytm utworu, który się tak całkiem przypadkowo włączył i idealnie oddawał tu-oto-bycie-wśród,

the time is now

możesz odnaleźć siebie

w każdej części mnie

mogłeś się tego spodziewać

 

i jeszcze to:

 

'witaj, czuję samotność'

 

hagamos que este momento perduro

 

I nocna rozmowa o T. Gadaczu, o jego słowach na ostatnim wykładzie w tym roku: "Może teraz już nigdy więcej".

 

Mam to wszystko pod powiekami jak powidoki tuż po oglądaniu sierpniowego słońca.

Wszyscy jesteście moim sierpniem.

-

czwartek, 20 sierpnia 2009

"Podstawowym sposobem bycia człowieka w świecie jest zamieszkiwanie" - M. Heidegger

 

"Podstawowym sposobem bycia człowieka w świecie jest niemożność zamieszkiwania" - Jose Ortega y Gasset

 

Kto ma monopol na prawdę?

 

Na pierwszy rzut oka, Ci bardziej melancholijnie i wrażliwie nastawieni do świata wybraliby opcję drugą. Jednakże problem polega na tym, że w tych dwóch stwierdzeniach sprzeczności nie ma. Bowiem zamieszkiwanie u Heideggera, jest sposobem zajmowania miejsca (bewohnen). I zgodnie z sposobem bycia Dasein to zajmowanie miejsca jest zawsze projektem niedokończonym, jest procesualne. Skoro Dasein to bycie-ku-śmierci, to oczywistym jest niemożność zamieszkiwania, cała egzystencja jest obwarowana czasowością, poza tym nie ma nic. Czas wszystko przemiela. Ktoś kiedyś powiedział, że jesteśmy tylko epizodem w życiu naszych mebli. Mieszkania są wehikułami, a ludzie przychodzą i odchodzą, a niektórzy w nieskończoność czekają na Godota. Być może są to ci śpiący, których należałoby obudzić, albo ci mędrcy, od których należy się uczyć.

środa, 19 sierpnia 2009

Hermeneutyka stanowi drogę ku rozumieniu, które nigdy nie dociera do ostatecznego celu, lecz błąka się po bezdrożach tymczasowych, historycznie i kontekstowo pojmowanych prawd zakotwiczonych w doświadczeniu.

 

Próba eksplikacji hermeneutyki w czasach ponowoczesnych doprowadza nas do zadania pytania o ogólną wrażliwość naszego czasu. Pośrednią odpowiedzią jest sposób uprawiania humanistyki - czerpiący właśnie z hermeneutyki, jako nowej koine. Odrzucenie metodologicznego charakteru hermeneutycznych rozważań z czasów Schleiermachera i Diltheya pozwala na uwypuklenie tezy, jakoby nasz świat jest doświadczany interpretacyjnie.

 

 

poniedziałek, 17 sierpnia 2009

kohelet pisał to bardzo dawno temu, a ten kto naprawdę to dojrzy i zaakceptuje

 

ten będzie zbawiony bo wolny od trosk i uwikłań

 

jestem samodestrukcyjną przepowiednią

 

i  sobie chodzę z tymi razami po głowie dostanymi

 

tak. właśnie tak. prawda jest. słowa są mocodajne. szczerość jest.

i wieczne płynięcie jest

 

carpe  diem bo pantha rei moi drodzy nieustanny constant flow, jak mawiał Różewicz: 'musimy być ciągle obecni"

-aż do śmierci, aż do zgnicia. wszystko co było przedtem jest nasze, tego nam nikt nie odbierze, całej tej metafizyki którą doświadczyliśmy. wracajmy więc do swoich zajęć. poniedziałek, nowy tydzień, nowe konkursy pt. jak przeżyć swoje życie, by wycisnąć z niego jak najwięcej dla siebie. dzieńdobrydobranocżegnajwięc.

piątek, 14 sierpnia 2009

w takiej powszedniości jak ta, wszystko co wykracza poza i można nadać mu przedrostek 'meta' jest wysoce pożądane, ręce się pocą w kieszeniach.

 

 

nie chciałabym zostać jedną z tych co to z zasady 'nie mają czasu'

na naukę esperanto

na tworzenie przymiotników

 

lato przeszło obok mnie, minęłam je między jednym przystankiem a drugim, w takcie przesiadnia się z tramwaju do autobusu, słońce raziło mnie przez szybę, zakładałam okulary, muzyka w słuchawkach zagłuszała nocne cykady. idzie jesień, jeszcze tylko moje urodziny, potem będzie martwy okres, chociaż kto wie, rok temu miało być tak samo, a okazało się, że przeżyłam więcej niż przez kilka lat. i nie były to same przyjemności. a jednak uśmiecham się do siebie w myślach. nawet za te moje czwartowe o nieludzkiej porze poranki, pośpieszne wkładanie rajstop i makijaż po ciemku. mam to wrażenie, że było to tak dawno, bardzo, bardzo dawno, byłam taka wrześniowa nostalgiczna i jednocześnie frenetycznie podniecona.

tak bardzo się boję, że wraz z wyprowadzką oderwie mi się kawałek mnie. zostawiam sześciopasmowe wspomnienia we wszystkich kierunkach się rozrastające, z kilkoma potwornie ważnymi dla mnie osobami, preegzystującymi w moich wspomnieniach, zanurzonych i zakonserwowanych w mej malignianej formalinie.

nadejście nowego będzie być może trudne. rzucona znów w heideggerowską opozycję możliwość versus faktyczność.

 

tak bardzo kocham siebie za tamten rok, że się udało, że już wiem, jak to jest, że miałam to czego zawsze pragnęłam, nigdy do końca nie spełniona, bordelines. transgranicznie rozpadające się na miliony małych kolorowych kawałków plastykowych szybek, o dziwnych trapezoidalnych kształtach. słowa, miliony słów. drugie tyle w myślach. miałam tamten rok. miałam ten poprzedni tak trudny, tak przeraźliwie głośnosamotny, by później nurzać się w obfitości spotkań i przeżyć (abundance).

 

konkluzja jest zawsze wszelako bez wyjątków ta sama

 

quando soy solto soy nada

hoy y siempre

 

lubię być sama. jednak.

zaakceptowałam tę swoją niszę, nie chcę by ktoś to pokochał, mnie samej starczy miłości.

 

kocham tych wszystkich ludzi tą moją kulawą miłością w niewypowiedzianych słowach.

 

środa, 12 sierpnia 2009

pracuję, tymczasowo

 

choruję, 38,5C, trzeba dźwigać to wszystko

 

nie mam czasu na czytanie powieści, opowiadań Cortazara, Elia Kazan leży w połowie nadgryziony. Hermeneutyczne książki czytam, ale na nie po pracy zwyczajnie nie mam siły, choć ochota jest zawsze.

 

Zdałam sobie sprawę, że hermeneutyka sama przyszła do mnie, to jest kolejna z tych rzeczy, które czekają w ukryciu by pewnego bezsłonecznego dnia wpakować Ci się do mentalnego łóżka i zaanektować ważną przestrzeń.

 

Wszystko jest interpretacją, pływającą operą, floating opera. Stopienie horyzontów Gadamerowskich.

 

chyba naprawdę zrozumiałam na czym rzecz polega, a dzień kiedy już będę bardzo pewna i ugruntowana w tym będzie moim last day.

sobota, 08 sierpnia 2009

za niecały miesiąc widok z okna przestanie być aktualny, zacznę tęsknić za rzeczami i sytuacjami, które mnie drażnią. nie będzie już sześciu pasm ulicy, opadających na zimę liści, strojących się zielonością wiosennie, motocyklów robiących 'zium' w środku nocy, poczciwego potwora Lewiatana i denerwujących sąsiadów z góry.

 

policzyłam, że mój interwał przeprowadzek wynosi mniej więcej 2 lata. na siedemset dni oswajam nową przestrzeń cierpliwie i boleśnie, by później żegnać to wszystko i wyobrażać sobie, że ktoś w tym samym pomieszczeniu, w którym dzianie-się-tu-i-teraz oraz tu-oto-bycie było MOJE, będzie na nowo płakał, kochał, śmiał się, przeżywał rozterki dnia powszedniego, zasypiał i w końcu umierał bezgłośnie.

wakacje dały o sobie znać tym, że wszyscy poczuli się zwolnieni od obowiązku kontaktowania się ze sobą. już nie trzeba.

nie mam w tym roku wakacji z 'prawdziwego zdarzenia", chociaż jak zwykle miało być inaczej.

czytam za to M.Heideggera, i jestem coraz to bardziej zdumiona, jak bardzo trafnie udało mu się wyartykułować sens bycia. Im dalej w las, tym więcej prześwitu i zachwytu nad nieskończneie mądrą głową.

Po nocach bawię sie z hermeneutyką, trafiam na błędy w książkach filologów polskich, muszę im chyba wybaczyć.

Zrobiło mi się neutralnie, to mnie wprawia w lekką konsternację, jest jak kiedyś, jak pisałam, że 'nic nie wierzga, nic się nie unosi', z tym, że to ciągle trwa i nie jest to jednodniowe zawieszenie, tylko coś na kształt pragmatycznej akceptacji.

Z krzątaniny:

- chodzi za mną sukienka z Carry, boję się, że nie zdążę z wypłatą i ktoś mi ją zwinie sprzed nosa.

- mam wreszcie jakieś zajęcie, za które mi zapłacą

- wrzesień mam zaplanowany - co oznacza, że mało się uda jak się postaram.