Kategorie: Wszystkie | Hermeneutycznie | Impresje
RSS
wtorek, 30 czerwca 2009

 

w przerwach między snami

pośrodku dojmującej czarności nocy


nie ma paradoksów

 

jest tylko pustka

 

dramatyczna świadomość banalizującej powtarzalności

ale słowa w swej lichości

są ciągle mocodajne

 

to one dookreślają sens bycia w ogóle

 

słowa same w sobie

znaczące i znaczone

signifant i signife

poniedziałek, 29 czerwca 2009

Jeszcze tylko miesiąc nauki, moja sesja trwa w tym roku od połowy maja.


Ich hab nichts zu verlieren


Nawet nie zauważyłam, kiedy minęło prawie kolejne 100 dni odkąd nie było mnie
w "domu". Za to łapię się na tym,
że poprawiam w głowie literówki, w myślach przenoszę do nastepnych linijek
"bękarty i wdowy". (funkcja w wordzie, polecam, nazewnictwo iście wskazujące
na desygnat).

Do końca lipca nie mam żadnych możliwości ruchu, poza trzema dniami, które wyrwę sobie pod koniec tygodnia
po to tylko, żeby zobaczyć morze i natrzaskać się nostalgicznymi kopniakami w splot słoneczny.

Nic to.

Jak się trwa tkwiąc w ciemnym mule, należy wstać i otrzepać resztki i iść dalej, szkopuł, że one się po drodze wysypują jeszcze z butów, kieszeni, są we włosach, fałdach ubrań, czyhają pod rękawem i na podeszwach. Resztki.

ps: zmęczona jestem, samotna jestem tym zmęczeniem albo zmęczona samotnieniem.

W końcu to proces jest. Z niekompletności w całość. A egzystencjalizm wciąż jest humanizmem, niezależnie od tego czy jesteśmy tylko zbiorem atomów, czy miarą niespełnienia i niemożliwości.

piątek, 26 czerwca 2009

12h zwiedzania= nieskończona ilość reminescencji podzielonych przez sześć osób. 40h autokarem przez cztery kraje, powrót do Polski poznaje się po tym, że nagle zaczyna się podskakiwać z powodu ogromnej ilości dziur w jezdni.

albo tak:

budzisz się o 3 nad ranem i konstatujesz, że jesteś w autokarze, a tablice informacyjne na autostradzie są po niemiecku, nastepnie po francusku.

albo stoisz na szczycie wieży Eiffla i już wiesz, że tak naprawdę to najpiękniejsze są emocje dzielone razem

na prawym nadgarstku mam bransoletkę z kolorowych sznurków zrobioną przez Nigeryjczyka za 1 euro, którzy życzył mi 'big family' i który na moje dwa zdania w suahili w oczach miał już nie mnie, a swoją wioskę i rodzinę. jeszcze tylko kazał mi pomyśleć o [make a wish] i było po wszystkim. on już zapewne stracił to euro, a ja jeszcze nie ściągałam tej bransoletki ani razu. takie przedplatońskie myślenie magiczne się włączyło, kto wie, czy...?

 

wieści z Heideggerowskiej "krzątaniny"

-185 607 -tyle znaków ma moja praca magisterska

- za 18 dni mam obronę

- ostatnie pieniądze na ten miesiąc wydałam robiąc przelew za pończochy i kabaretki

- nie smakują mi tego roku czereśnie, bardziej doceniam groszek

- nie czuję lata, zapomniałam nawet, że się zaczęło, noc kupały, jestem już taka odległa

 

Szukam pracy, realizuję standardową procedurę wierząc, że i tak wielka kasa spadnie na mnie niebawem i wreszcie będę mogła powiedzieć urbi et orbi adieu.

 

 

piątek, 12 czerwca 2009

po książce przyszedł czas na film. jest podobnie jak w diarios de motocicleta i jak u kusturicy. fenomenalna muzyka przywodzi na myśl mnóstwo innych obrazów. soundtrack jest dodany do ulubionych, staje na miejscu trzecim, ale właściwie exequo z dwoma innymi.

 

foer jest po filozofii, co tłumaczy kilkanaście jego zdań w filmie.

 

dzisiejsza monsunowa pogoda nie pozwala mi pisać, za dużo słońca, mrużę oczy siedząc przed monitorem, a jak biorę szklankę z ice tea green do ust, to przez jej grube ścianki tak pięknie przeświecają promienie czerwcowego słońca, przypominając o jakiejś rzece, sprzed dziesięciu lat, kiedy miałam czternaście lat i wszystko było splątane jak te sznurki z pętęlką, co to je mama kazała robić, żeby przypadkiem czegoś nie zapomnieć. ja pamiętam tak dużo, aż dziw bierze, gdzie mi się to wszystko mieści, hippocampus.

 

potrzebowałam ostatnio paszportu, jest nieważny od czterech lat, nic to. mam na nim dziesięć lat. w przeddzień przyjazdu rodziców poinformowałam mamę o prawdopodobnym miejscu w którym się znajduje. górna szuflada, trzeci regał. oczywiście tam był.

 

Mama: jezu jaką Ty masz dziwną głowę.

 

ano mam.

 

czasami to jest balast, czasami wręcz przekleństwo, czasami wybawienie, a w większości przypadków iluzja.

pochodziłabym sobie po polach i łąkach, legła na trawie z twarzą niekoniecznie ku słońcu, mogę ją przykryć jakąś dobrą książką.

 

 

 

czwartek, 11 czerwca 2009

nie bez powodu sny są profetyczne

 

niekiedy tylko uświadamiające to , co wie się od dawna

 

albo przewiduje

albo podejrzewa

 

póżniej się tylko potwierdza i uśmiecha do swoich myśli.

 

a to co kiedyś było czekaniem na czwartki przechodzi obok na nowo zauważone i jest reminescencją metafizyki

 

nawet, gdy jesteś pewien, że to Ty przesuwasz pionki w tej grze,

nawet, gdy pozwalam sobie zabrać hetmana

wiedz o tym, że na koniec samotny skoczek

matuje Twojego króla, który z braku powietrza dusi się

i powalony pada

smothered mate

 

"[...] to będą moje manewry przed objęciem władzy

[...] nie umiałeś żadnej ludzkiej rzeczy nawet oddychać nie umiałeś

[...]teraz masz spokój Hamlecie zrobiłeś co do Ciebie należało

i masz spokój Reszta nie jest milczeniem ale należy do mnie

wybrałeś część łatwiejszą efektowny sztych

[...] nigdy się nie spotkamy

To co po mnie zostanie nie będzie przedmiotem tragedii

Ani nam witać ani nam żegnać żyjemy na archipelagach

A ta woda te słowa cóż mogą cóż mogą książę" Z. Herbert

 

 

wtorek, 09 czerwca 2009

przedstawiałam go sobie nieśpiesznie, zapoznawałam z kilkoma ważnymi momentami, zarówno tymi charakteryzowanymi jako dobre i tymi, które winnam wymazać. przyjmował to wszystko z właściwą sobie milczącą tajemniczością i prostą łagodnością. zapoznałam go z rozkładem pieprzyków na moim ciele łapczywie, nie było czasu na zastanawianie się, czy ich konstelacje są w odpowiednich ascendentach i tak ciąg dalszy miał nie nastąpić i oboje byliśmy tego świadomi.

 

cortazar:  chyba od zawsze było wiadomo, że będziemy dawali sobie tylko rozkosz, ulotne alkoholowe festyny i puste ulice o północy. dostałem od Ciebie więcej niż to, lecz we wspomnieniu powracach do mnie leżąca i naga, naszą najdoskonalszą planetą było owo łóżko, gdzie powolne, nieodparte geografie rodziły się ze wspólnych podróży, z tylu lądowań łaskawych lub opornych, z poselstw niosących kosze owoców lub z zaczajonych łuczników, każdą zaś rzeczkę, każdy wzgórek i każdą równinę zdobywaliśmy pośród wyczerpujących nocy, pośród ciemnych pertraktacji - sprzymierzeńcy lub wrogowie. O samopodróżująca maszyno zapomnienia! Uczyłem się z Tobą równoległych języków. Z zapachem tytoniu przypływa teraz dokładne wspomnienie, całe zamykające się w jednej sekundzie jak oko cyklonu.

czwartek, 04 czerwca 2009

kończą się studia, kończy nam się człowiek, przechodzi się z jednego w drugie, z jednego pojemnika w inny.

z jednej pustki w drugą

 

om mani peme hung

 

i tyle.

 

jak chce się uśmiechnąć do wspomnień to otwieram szufladę pod biurkiem, i wszystko jasne.

poniedziałek, 01 czerwca 2009

z racji 5h snu, litrowych tigerów, puszki orzeszków tao tao pełnych petów, walających się zadrukowanych kserówek (ich biel mnie przeraża, jest tam wszystko czarne na białym), niedługo będę pluła pestkami czereśni przez okno i na podłogę, a póxniej robiła z nich koraliki.

 

"raczej rzadko zawodzi

w sensie wzdycha i łka

patos jej szkodzi i osłabia łza

sam wiesz..."w.waglewski

atmosphere niczym u bukowskiego między jedną kobietą a drugą siedząc przed oldschool'ową maszyną do pisania z nieśmiertelnym petem w pożółtłej dłoni, tyle, że u mnie są egzaminy zaznaczone na tym dziwnym kalendarzu, na którym PAN CZERWIEC z gracją prezentuje obnażony wygolony do cna tors. i pachę.