Kategorie: Wszystkie | Hermeneutycznie | Impresje
RSS
niedziela, 26 kwietnia 2009

Dlaczego Pani do mnie pije?

Ja? Ja piję do lusterka.

 

 

Dzisiejszy wpis sponsoruje świńska grypa, która spowoduje, że wszyscy będziemy świniami, i już nikt nie będzie mógł rozpoznać, które to świnia, a które człowiek. Orwell come back. Warto w tym miejscu przywołać sentencję Pana Augustyna, skądinąd świętego: "Nie rozpaczaj: jeden z łotrów został zbawiony.Nie pozwalaj sobie: jeden z łotrów został potępiony". Beckett, gdy pisał "Czekając na Godota" był zafascynowany tą dychotomią, zapewne śniła mu się po nocach, toteż Gogo i Didi są jak zasada nieoznaczoności Heisenberga, jeden jest prędkością, ruchem, zwolennikiem wariabilizmu (którego istnienie tak zaciekle zwalczał Zenon z Elei), drugi zaś położeniem, stagnacją, bezruchem (coś na kształt niebytu, w końcu Parmenides- także z tej samej wioski- rzekł: Byt jest a niebytu nie ma!). No i właśnie się zorientowałam, że już jest dostępne tłumaczenie Parmenidesa zrobione przez człowieka, z którym miałam zajęcia 3 lata temu, mówił nam, że jest w trakcie, że nikt przecież tego nie czyta i nie chce tłumaczyć. Na koniec egzaminu zaś rzekł: Idźcie i filozofujcie więcej!

 

Kończą mi się buty, toteż oddałam do szewca, jakież cudowne uczucie, że są jeszcze szewcy, bynajmniej nie Ci od Witkacego. I dorobił mi obcas, bo już takie pozdzierane. Bo ja to tak przemierzam miasta ulice.  

sobota, 18 kwietnia 2009

Powrócić do energii, czerpać z wiosny, z deszczu, z widoku za oknem (drzewa zielonością się stroją), tuptać pod przystankiem w ulubiony takt. Byle dalej od malignianych stworów i przeciągów, które w rejony łóżka mnie ciągną. Zapadam ostatnio w senność, niespodziewanie, podczas pisania magisterki, podczas sikania w łazience, w trakcie rozmowy telefonicznej albo mrużenia oczu. Nieładnie. I już czuję ten woal senny, smyra mnie po nosie i pozwala zatapiać się jak dziurawej łajbie.

 

Muszę szybciej chodzić po pokoju w kółko.

 

ps: motocykliści zaczęli sezon i budzą mnie nieustannie w nocy wielkim zzzzziuummm

sobota, 11 kwietnia 2009
  • czasami się tak bardzo boję, że sobie Ciebie zmyśliłam.

to nie jest tak, że skupiam się tylko na tym drugim człowieku. to jest tak, że codziennie przeżywa sie to życie, w końcu jak pisał Cioran, życie jest po to żeby je przeżyć, i po nic wiecej. nic więcej? tak, nic więcej. ach, tak. zatem....

 

 

 

ale jeśli się już czuje, że to jest to, że można doświadczyć coś więcej to dlaczego tak ciężko przychodzi przejście do wypowiedzianego. do momentu kiedy to co jasne, jest już jasne dla obojga.

 

 

nie mam melodii na pisanie . 

 

by the way - też nie umiem się rozstawać, nawet z ulubionymi jeansami, kiedy stają się za duże.

 

a co dopiero z człowiekiem......

 

tak łatwo się przywiązujemy, oplatamy sytuacjami, jesteśmy bezpieczne ontologicznie.

 

jesteśmy jak dzieci przy piersi które wejdą do królestwa, 

szkoda, że

go 

nie ma (Różewicz, Spadanie, czyli o elementach wertykalnych i horyzontalnych w życiu współczesnego człowieka)

środa, 08 kwietnia 2009

Łapię słowa, chowam, kolekcjonuję, wypowiadam nieustannie w stanach frenetycznych, muślinowych. Kupuję. Kupiłam dzisiaj słowa za 165zł. Uwielbiam to lekkie podniecenie zakupem książek, wąchanie stron, głaskanie okładek. Dziś zdecydowanym ruchem brałam wszystko to, na co nie było mnie do tej pory stać. Karmię się słowami. Na prawdziwą strawę nie starcza pieniędzy.

 

Gadacz zerka na mnie swoją lekko różową okładką, Pamuk również w tonacji czerwono - czarnej i taka sama Zadie Smith. Był jeszcze biały Cioran.


Taka jestem dumna niosąc te słowa pod pachą.

To oczekiwanie jest wielką ekscytacją.

 

 

Pamiętam swoją pierwszą książkę, prócz elementarza rzecz jasna. "Powrót jaskółki"- który dostałam na zakończenie I klasy, za wyniki w nauce, przeczytałam po powrocie do domu popijając napój orange. Czemu zawsze dostawałam smutne książki?

 

Czytam blogi metodą chybił - trafił, i zwykle wychodzi trafił. Cieszy mnie ten zachwyt ludzki nad wiosną, jednak pół roku zimy w naszym kraju robi swoje, ludzie wychodzą z siebie do innych, ich policzki owiewa powietrze pachnące słońcem, świeżo polaną wodą ziemią, ogniskiem albo nawet...galaretkami.

 

Moja celebracja wiosny to codzienne przypatrywanie się światu zza okna autobusu, tak to się zaczyna, właściwie to nie tak: zaczyna się porannym zdziwieniem, że trwam.

"Wiesz, to się tak mówi, ale jest zgoła inaczej. To jest takie pukanie do zaryglowanych drzwi. I to nie jest tak, że jak Ty nie robisz nic, to to jest dobrze odbierane. Czasami jest tak, że trafiasz na kogoś, kto składa się z samych melancholijnych reminescencji, i już wtedy musisz wiedzieć, że to nie ten pociąg, że to będą same zakręty, próba urabiania Ciebie w jakiś pattern, po prostu zlepianie sobie kogoś z patchworkowych kawałków tych innych, którzy go rozkleili. Ty możesz tylko stać obok lub trzymać za rękę, a na końcu zbierać ochłapy i miewać te swoje szarpnięcia i dygotanie przechodząc obok własnych wspomnień".

 

 

 

sobota, 04 kwietnia 2009

Nad wszystkim czuwa

Emil Cioran

Gospodarz domu (J. Błahy)


Dostał mi się w ręce kwartalnik literacko - filozoficzny [fo:pa] i jestem zachwycona  - A. Gide otwiera drzwi, a reszta dokłada swoje horyzonty, co doprowadza wręcz do Gadamerowskiego stopienia horyzontów, Ricoeurowskiej intertekstualności. Jedną z osób, które publikują jest nauczyciel od polskiego, z którym miałam okazję mieć kilka zajęć.

Poza tym są wiersze. Albo lepiej - utwory poetyckie, bo jak się dziś pisze wiersze, to się źle kojarzy. Pisać wiersze, mężczyźni piszący wiersze są dziś podejrzani. Szkoda. Wszak maszyny powinny pisać wiersze. (i tak już piszą, Różewicz to przewidział jakieś pięćdziesiąt lat temu).

 

Jestem w niedoczasie.

Na wielu poziomach.

 

Pisanie magisterki jest dobrym doświadczeniem, zwłaszcza jak się pisze o tym, co się widzi, te procesy są niemalże namacalne, to jest tak blisko życia, że aż strach, bo są badania potwierdzające moje własne świadomości. Nie jest więc ułudą mniemanie, że zaufanie dzisiaj jest tak ważne, i że znów ważne jest to , czego nam brak, a czego braku nie do końca sobie uświadamiamy brodząc w mętnych stawikach.