Kategorie: Wszystkie | Hermeneutycznie | Impresje
RSS
piątek, 19 grudnia 2008

Samoistna petryfikacja. People are coming and going.

Prawdą jest, że najlepiej mi się pisze w największej samotności. Kiedy znajduję się w czasie, o którym pisał Rilke, że "samotność płynie całymi rzekami". Kiedy zaczyna to być dostrzegalne i niemalże namacalne, takie do dotknięcia, nie powierzchowne,  zdolne przebić się przez naskórek,to wtedy się dobrze pisze. Pisze się w głowie. Podczas jazdy tramwajem, dźwigania zakupów z Kauflandu, wchodzenia po schodach, uśmiechania się do staruszki, pakowania owoców i zawiązywania butów. Pisze się nawet w kilku językach jednocześnie. Kłopot polega jedynie na tym, że nie potrafię przelać tego w takiej formie w jakiej mi się słowa pierwotnie ukazują. 

Słowa mi wypadają z rąk. 

 

Ktoś coś mówi o świętach, a ja mam bezpowrotnie utraconą dziecięcą miłość do świat, tej otoczki, która była dla mnie naznaczona wielkim oczekiwaniem na zjedzenie kolejnej adwentowej czekoladki czy podbieraniem mandarynek z szafy. Znów petryfikacja, albo nagromadzenie zdarzeń powodujących konfuzję myśli doprowadziło mnie na ten skraj. 

 

Mimo tego dobre rzeczy dzieją się. Coś, o czym mogłam przed miesiącami marzyć ujrzało swoją formę kilkadziesiąt godzin temu, a ja poczułam się z tym jednocześnie i radosna i nieco obojętna. 

Jak zwykle czas zrobi swoje, to jest naprawdę jedyna stała, która jest nieustająco zmienna.

 

Ah, zapomniałabym : już wiem, co się czuje jak jest się zanurzonym w metafizycznej galarecie. Jak smakuje sen na jawie. 

 

 Muzyka : Hamza El Din - The Visitors

sobota, 13 grudnia 2008

Należy się z czasem nauczyć czytać ludzi między wierszami

Przeżywać chwile, na które się czeka, a może się już z tego bycia czekaniem zapomniało -wtedy należy sobie przypominać. Przeżywać radośnie, czerpiąc garściami, uśmiechając się do własnego splotu słonecznego w myślach. Dawać sie ponieść nie tylko w myślach. I uciekać kiedy przyjdzie na to pora. Łamać niektóre zasady, żyjąc na 100%. I nieważne, że ktoś nie zrozumie, albo źle zrozumie, albo sobie to ekstrapoluje na inne twoje cechy. Nieważne.

 

Wczoraj buddyjski Lama dowiódł, że życie można postrzegać jako sen. Wystarczy mieć trochę wiedzy z chemii kwantowej.

środa, 10 grudnia 2008

Powroty do domu rodzinnego są jak obrazki. Podróż pociągiem wzmaga te stopklatki. Rozciąga się to na zamarznięte pola i ogołocone z liści drzewa.

 

Wyjazdy z domu rodzinnego nie są już opuszczaniem gniazda. Dochodzi się do konkluzji, że to nie jest już Twoje miejsce,że to następne także nie. Że tak naprawdę nie masz jeszcze swojego miejsca, i jest tak dziwnie, czuje się ten znajomy ucisk w żołądku, kiedy go odkryłaś czekając w kolejce razem z innymi dziećmi aż pani pielęgniarka da Ci szczepionkę. Nieważne, że nie bolało tak mocno jak ta gula co rosła i rosła.