Kategorie: Wszystkie | Hermeneutycznie | Impresje
RSS
niedziela, 30 listopada 2008

Bywam pod wrażeniem - dość często, jednakże z jednakową częstotliwością bywam znudzona powtarzalnością zjawisk, momentów, sytuacji nerwowych, głupich. Mało mnie dziwi, toteż będę miała tylko lwią zmarszczkę na czole, a nie nie poziome wynikające ze zdziwienia światem.

 

Żyjąc w otchłani która zowie się światem można liczyć na linę wyciągająca Cię ze niej. To jest właśnie muzyka. Z jednej strony pogrąża, z drugiej jest pomostem. Niektóre utwory zatapiają się w Tobie tak miękko jak te wszystkie rodzaje materiałów, do których pragniesz się przytulić jeśli brak Ci obok oddychającego ciała. Flausz, aksamit, kaszmir, wełna. Taki jest właśnie ten wymieniony w tytule. 

 

Wystarcza na rozpoczęcie i zakończenie dnia. Niesie niepokój, ale to jest dobre.

Pozwala na niezapominanie o wiecznym płynięciu. Przywołuje Heraklita i Rilkego.  I to też jest dobre. Wskazuje na powtarzalność zjawisk. Dobrze tylko, że osoby, które napotykam są takie niepowtarzalne. A zło nie istnieje naprawdę, jest tylko brakiem dobra. Nawet jak ktoś nie lubi Akwinaty.

 

 

środa, 26 listopada 2008

Niektórzy ludzie są przeze mnie a priori akceptowani - wiecznotrwali. Nawet mogłabym jednego wymienić z nazwiska.

 

Czas powrotu do domu, wprawdzie wymyślone 100dni nie minęło, ale jednak okres między połową września, a początkiem grudnia to całkiem przyzwoita porcja czasu. 

Już wiem do czego to dąży, jak to się odbywa, jak (mniej więcej) będzie znów, i na czym się zakończy tym razem, a po jakimś czasie innym. Mglistość tego zdania wynika z faktu braku chęci do odsłonięcia tajemnicy. Wszystko jest takie niezobowiązujące, radosne i pełne życia do czasu pojawienia się innych. Później traci całą świeżość niczym przeterminowany jogurt w najlepszym z zaprojektowanych przez młodych japiszonów pojemniku. Słowo też może być pojemnikiem, (nie wierzycie? Sprawdźcie znaczenie metonomii jako pojemnika....), człowiek może być pojemnikiem, zwłaszcza, że jego capacity nie zna granic. Wrzuca w siebie wszystko. Łapie słowa (uczucia, gesty, dotknięcia, prezenty) od innych. nic to, że później może być całkiem empty. Albo może z tych dostatków komponować sobie życie zapisując je pod powiekami. Chociaż to słabe jest. Najlepsze wszak to, to

co w trzewiach.

 

A po latach pewnie będziemy tacy embarassing (żadne inne słowo w znanych mi językach nie przychodzi mi do głowy) i siedząc sobie w takich fancy  kostiumach będziemy się czuli tacy właśnie embarassing, że coś kiedyś się w ogóle wydarzyło, a może jednak nie, bo wszak jak oboje potwierdzimy to może tego nigdy nie było? Odwrotnie -dowodząc nie wprost :otóż jeśli potwierdzimy, że było to znaczy, że się wydarzyło? 

 

A jak jednemu widnieje, że jednak się żeśmy wydarzyli, a inny nie wie o co ten ambarans?

 

No i klops.

 

Została nam jedna pięćdziesiątka, wszak jest już piętnastadwadzieściajeden.

sobota, 22 listopada 2008
raz po raz ogarnia mnie dotkliwe zniechęcenie, a to radosny entuzjazm i zachwyt, lecz wszystko to rozgrywa się we mnie i tylko we mnie, bez wyraźnego wyjścia na przeciw
poniedziałek, 17 listopada 2008

Gdyby nie brak liści i stojące kikuty drzew, to mogłabym dać się nabrać, że jest lato. Po lewej stronie jak wychynąć przez me okno stoi żółciutkie drzewo, ma na szczycie z pięć liści (pięć włosów ma) i jak się na nie patrzy to ono tymi listkami dotyka nieba i chmur, i w sumie to dobrze mieć takie drzewo, bo od dziś tylko na nie patrzę, od niego zaczynam dzień. Moja sześciopasmówka pod oknem nie robi już na mnie żadnego wrażenia. Prawie.

 

Po lewej stronie na biurku (znów ta lewa strona, jestem wszak leworęczna lateralizacja nieustalona) stoi kartka z buddyjską pustką, dostałam ją od Muffinki z groszkami. I pod zielonymi drzwami na niej napisane jest PISTACHIO. Co przywodzi mi na myśl jedynie lody pistacjowe. Dawno nie jadłam lodów.

 Ostatnio dużo śnię, albo pamiętam dużo snów. Dziś na ten przykład jeździłam wózkiem inwalidzkim po górach usypanych z piasku, i poznałam mężczyznę, który miał piękne dłonie i tymi dłońmi złapał mnie za twarz, a ja zamknęłam oczy i czułam to światło. sentymentalne bagienko. No i padał deszcz, a on mówił coś do mnie o tym deszczu.

No i oczywiście sen, że się jeździ na wózku to wg sennika nieszczęście. Pieprzyć senniki. Oto dobra rada.

 

Na jutro do opracowania 'powszednie bycie 'tu oto' i upadanie jestestwa. między innymi. jak miło, jak dobrze.

 

sobota, 08 listopada 2008

Wymyśliłam sobie, że nie chce mi się pracować, tzn. nie widzę się w żadnej pracy. Mam nadzieję, że za dwa lata mi przejdzie, za 2 lata, bo to będzie mój aboslutny deadline. Póki co żyjemy niespełnioną miłością i kawą.

 

 "Aby móc projektować przyszłość trzeba panować nad dniem dzisiejszym" Pierre Bourdieu

"Historia to mniejsza lub większa bzdura. Nie chcemy tradycji. Chcemy żyć w czasie teraźniejszym, a jedyna historia warta zachodu to ta, którą tworzymy dzisiaj." Henry Ford

Jako że dziś obijam się czytając, tańcząc w ciemnościach i pisząc, 

Można by rzec, że kolejny co to wiedział, że bycie bytu jest ważniejsze od samego bycia. Skłonna jestem twierdzić, obserwując dziś z okna pewną scenę :

 

Udział wzięli : 

karetka nr 1

karetka nr 2

Policyjny radiowóz nr 1

Przystanek Wrzoska

Na przystanku mała grupka gapiów, w tym Pani w średnim wieku, z wielką tapirowaną trwałą oraz kilkoro chłopców wyglądających na typową gównażerię. I oczywiście poszkodowany. 

 

Cała akcja trwała z dobrą godzinę, bowiem czegoś brakowało w karetce nr 1, toteż 'zawezwano' karetkę nr 2 z której skwapliwie wydobyły się trzy giętkie postacie w czerwonych puchowych kurteczkach. A jak już nadjechał wesoły radiowóz to zaczęło się wyjmowanie notesików, sporządzanie raportów 'ze zdarzenia'. Nie wiem o co poszło, pewnie jak zwykle o to samo, ktoś zasłabł, ktoś pijany zasnął, ktoś, komuś, coś. 

 Jak dobrze, że mieszkam tu już 1,5 roku i dźwięk karetek nie budzi mnie w nocy powodując tachykardii.