Kategorie: Wszystkie | Hermeneutycznie | Impresje
RSS
piątek, 25 lutego 2011

okres socjologicznych

 

filozoficznych

 

nostalgicznych

i dziecięcych rozważań uważam za zakończony.

 

przeszłam ze światła w stronę rzeczywistości nasączonej lękiem o jutro, ze skromnych, lecz wygodnych rzeczy na rzecz ludzką, pospolitą, na zderzenie z prawdą o życiu w ponowoczesnym świecie kapitalizmu i gospodarki wysysającej humanizm z człowieka. pazerność i cwaniactwo w kontaktach to jest głos ludu. przyjaźnie - o ile się trafiają - też są podszyte egoistyczną teorią wymiany.

niemniej jednak ogrody nadal trzeba uprawiać, a kwiaty pielęgnować. egzystencjalizm jest humanizmem tylko li dla tych Humanistów, co się ostali.

o miłości nie napiszę, bo ja jednak nie wiem co to jest. o miłości się chyba nie powinno pisać, tylko przeżywac i ciągle mrugać powiekami, żeby się upewnić, że nie zniknęła jeszcze, bo może się okazać, że za kolejnym mrugnięciem nie będzie nic poza rozdzierającym serce zdziwieniem.

finis coronat opus. w tym przypadku ten blog.

 

ściskam wszystkich nielicznych i łączę się w nieutuleniu.

środa, 16 lutego 2011

już wiem o co chodzi z tym życiem, jest tak jak pisał Bukowski, ale i nie tylko on, filozofowie greccy także

" Ludzie po prostu muszą znaleźć sobie jakieś zajęcia w oczekiwaniu na śmierć". -Ch. Bukowski

środa, 02 lutego 2011

czekają mnie 2  i pół świetnych dni. dni na które uporczywie się czeka, myśląc tylko, że jak już przyjdą to świat będzie po prostu znośniejszy i w jakiś takich innych barwach.

szkoda tylko, że nie ma jeszcze wiosny, ta zima w tym kraju mnie wykańcza - dosłownie czuję, że z roku na rok mam coraz mniej sił by trwać w tych mrozach i wstawać z łóżka, zakładać te warstwy ubrań, ubierać te ciężkie buty i uważać, żeby się nie zabić na śliskich chodnikach. nie nawidzę tego tak mocno, że najchętniej wykreśliłabym zimę na zawsze, żeby już nigdy, koniec.

 

tymczasem

 

konceptualizuję, w mojej głowie są pomysły jak maksymalnie wykorzystać 50h.

od zawsze ciekawi mnie jak ludzie żyją zimą, co robią po pracy, czy chce im się wychodzić z domu, a jeśli tak -to jak to osiągnąć, co sobie wmówić

 

moje życie to praca i dom i żadna z tych rzeczy nie trzyma mnie krótko, myślami jestem prawie zawsze gdzie indziej, nigdzie nie jestem cała.

 

nie chcę tego mentalnego starzenia, tak bardzo się boję, że już mi tak zostanie - będę dryfowała sobie w oceanie lenistwa i własnego grajdołka. a ja chcę żyć, choć nadal nie wiem co to znaczy, czy tylko przeżywać po prostu codzienność, niech przelatuje przeze mnie, w niektórych swoich dniach będę brała udział, inne pozostawię obcym ludziom, jeszcze inne wyprę ze świadomości. czy może życie to nieustanna gonitwa do przodu, myślenie co będzie, planowanie 'jak to już będzie to zrobię /poczuję/doświadczę tego i tamtego, wieczne niespełnienie czy może jednak jest już tak, że jak się osiągnie (sic!) kilka ważnych rzeczy/osób/miejsc/spotkań w życiu to się czuje, że 'coś tam się jednak przeżyło: miłość, zdradę, dziecko, studia, praca, wypadek, podatki, cotygodniowe zakupy w lidlu czy tesco, kredyty. czy to chodzi?

perfekcjonizm, który gdzieś tam we mnie siedzi od dziecka jest groźny, uświadomił mi to ostatnio film. 'the kids are all right". nie chciałabym zostać taką osobą, chcę być trochę niezdarna, niekontrolująca wszystkiego wokół, niech się paprochy sypią na podłog,ę a firanka krzywo wisi. w dupie to mam!

 

nic mi się od tego nie zrobi jak nie zareaguję. nic.

 

uff, co za ulga.